sobota, 4 kwietnia 2015

Puby, kluby, domówki - "mamo, mam już 14 lat!"

Pierwszy post dotyczący mojej opinii na temat pubów, klubów, domówek - jakże popularnych wśród moich znajomych. Byłabym hipokrytką mówiąc, że nigdy na takiej nie byłam - bynajmniej. Jednak co tak naprawdę mogę powiedzieć w tym temacie?

1. Puby
Najmniej popularne wśród młodych - może dlatego, że tam tak bezproblemowo alkoholu, jak i wstępu nie dostaną. Z tego co mi wiadomo, trzeba mieć 21 lat ( choć znam i takie, do których chodzą moje młodsze koleżanki) aby wejść. Co w nich jest takiego? Nie wiem. Ja rozumiem, że fajnie jest posiedzieć ze znajomymi przy piwku, papierosku i pozwolić pięćdziesiątce Twoich znajomych oglądać relację na żywo poprzez popularną już aplikację "Snapchat". Ale ludzie, zachowujmy się na swój wiek! Gdy wchodzę na "snapa" i widzę jak moja koleżanka z pierwszej gimnazjum na "My story" śpiewa z papierosem w ustach, a w opisie widnieje nazwa pubu (nie będę tutaj podawać, pośród moich znajomych to naprawdę popularne miejsce) to nie wiem, czy mam się śmiać, czy jednak płakać i w takich przypadkach być za aborcją. Ludzie! Fajnie, że jesteście tacy dorośli, ale pokażcie to np. pomagając mamie w niedzielnym obiedzie, a nie jarając tego jakże niezdrowego szluga w jakimś pubie!

2. Kluby
Dosyć popularny sposób spędzania piątkowych wieczorów/nocy pośród moich znajomych. W moim rodzinnym mieście byłam w klubie raz - we Włoszech (podczas wakacji) dwa.
Szczerze? Nie kręci mnie to. Wszędzie wokół naje pijane osoby w przedziale wiekowym 13-17, dziewczyny wytapetowane, z dupskami na wierzchu, piszczące na widok swoich dawno nie widzianych koleżanek czy latające za fotografem żeby zrobił im zdjęcie. Oczywiście, wszystko jest dla ludzi, ale utrzymujmy jakieś normy wiekowe. Zastanawia mnie selekcja na bramkach. Tej włoskiej nie liczę - w końcu w typowo imprezowych nadmorskich kurortach raczej chcą zarobić, więc mają w dup gdzieś to, czy taka dziewczyna ma 13 czy 25 lat. Jednak ta polska pozostawia jak dla mnie wiele do życzenia. Na stronie imprezy na facebooku jest napisane - przygotujcie legitymacje, wstęp 98+, robimy dokładną selekcję! Jak to wygląda naprawdę? Moje koleżanki z rocznika 2001 bez problemu wchodziły. Jakim cudem? Ochroniarze nie patrzą w dokumenty- przynajmniej mi nie patrzyli. A jak już chcą zobaczyć - spokojnie! Te "nielegalnie" wchodzące dziewczyny już od kilku dni mają przygotowaną legitymację zapożyczoną od starszej koleżanki, gdzie tylko wczepiają swoje zdjęcie. A później beczy taka, a bo jej portfel ukradli, bo iPhonik 6 jej zniknął, bo rzygała pod klubem, bo ją zgwałcili, bo mama się dowiedziała... Bo. Bo tak.
Fajnie spędzić czas ze znajomymi - ale czy naprawdę potrzebujemy do tego ogłuszającej muzyki, napie pijanych gimbusów dookoła i dziewczyn liżących się z 10 chłopakami w ciągu godziny? Co kto lubi. Ja mówię stanowcze NIE.
3. Domówki
Moim zdaniem - najmniejsze zło, wręcz mogę szczerze powiedzieć, że moja ulubiona forma imprezowania i spotykania się ze znajomymi. Jedna osoba ma "wolną chatę", zaprasza 15 znajomych, których lubi, którym ufa i wie, że nie będzie żadnej zadymy ( oczywiście nie możemy uogólniać ). Wpadamy o określonej porze, potem zwijamy, pijemy kulturalnie- każdy to, na co ma ochotę. Leci muzyczka, potem wszyscy napruci obecni zaczynają rozróbę chaty gospodarza. Następnie "akcja gastro", czyli wyjedzenie wszystkiego z lodówki, co właściciel ma. Kilka zgonów, filmików na snapa, sprzątanko po dobrej zabawie, podziękowanie za domówkę i wracamy do domu.
Wady? Możemy zbyt poważnie potraktować punkt "rozwalanie chaty" i może być z tego problem.
Osobiście uważam to za najfajniejszą opcję spotkań ze znajomymi z udziałem alkoholu. O wiele bardziej jednak lubię po prostu nocki z moimi znajomymi w moich czterech ścianach :).

Jest też kwestia wieku takich imprezowiczów. Naszła mnie myśl - czy nie sądzicie, że na wszystko jeszcze mamy czas? Że te cholerne trzynastolatki powinny teraz chodzić z koleżankami do kina, na zakupy czy jechać na weekend za miasto z rodzicami, a nie chodzić po klubach i mieszać wódkę z piwem? A zamiast poznawać coraz to nowsze rodzaje papierosów (nie, moi drodzy, nie palę) powinny właśnie poznawać rodzaje lakierów do paznokci czy tuszów do rzęs?
Czy wręcz przeciwnie, uważacie że jestem staromodna i teraz jest to standard? Czekam na wasze odpowiedzi w komentarzach.